piątek, 20 lutego 2015

Trzydziesty czwarty




Mężczyzna wszedł do pokoju, łokciem gasząc światła i z głośnym westchnieniem opadł na sofę.
- Pop-corn gotowy, film też już wybraliśmy… Chyba wszystko zrobione. Wreszcie mogę się wyluzować. – Rzucił wyraźnie z siebie zadowolony.
- Naprawdę, wrzucić paczkę do mikrofalówki to taaaki wielki wyczyn. – Odparła z udawanym podziwem blondynka, siedząca po jego lewej. – A ja nie mogę się wyluzować, bo posadziliście mnie w środku między siebie, jak kilkuletnie dziecko w kinie. To krępujące.
- Krępujące? To jest krępujące? – Zapytał, kiedy tylko przełknął kukurydzę. – Skrępowana to powinnaś być rano, jak weszłaś do mojej sypialni bez pytania! Albo jak potem rozmawialiśmy!
- Oh… ale chyba się nie czułam. – Wzruszyła ramionami. – Ty za to wyglądałeś na przerażonego. – Rzucił jej srogie spojrzenie, przez które dziewczyna tylko szerzej się uśmiechnęła.
- Mad, powinniśmy z nią poważnie porozmawiać. Ta dzisiejsza młodzież nie ma sobie krzty poszanowania dla starszych i nie wie, co to skromność i powściągliwość. O! I ty, młoda damo, musisz się powstrzymywać z takimi tekstami.
- Taak? – Ta tylko z pozoru poważna rozmowa szła w coraz dziwniejszym kierunku. Madlen siedziała z boku i przysłuchiwała się ich docinkom czekając tylko na odpowiedni moment, by to zakończyć i wreszcie włączyć film. – Jestem chodzącym dowodem tej twojej skromności i powściągliwości, Bill.
- Dobra, starczy. – Przerwała im Madlen. Mężczyzna spojrzał na nią z ustami w pół otwartymi i ripostą w głowie. – Po pierwsze, Elizabeth, nie będziesz nas rozliczać. Ciesz się, że żyjesz, to nasza zasługa. A ty, Bill, dorośnij. A teraz włączę film, a wy nie będziecie przeszkadzać.
Uwielbiał ją taką. Spojrzał, jak Lisa teatralnie przekręca oczami i zabiera się za pop-corn. Potem przyjrzał się jej matce. Zobaczył uśmiech, który pamiętał sprzed lat i te drobne iskierki w oczach. Ludzie ciągle o nich mówią. Ale to prawda, one istnieją, bo on je widział. Nie u każdego i nie zawsze, ale u niej tak. Tylko wtedy, kiedy była szczęśliwa. Złapała jego spojrzenie i posłała mu najcudowniejszy uśmiech na świecie. Z jednej strony był uroczy i subtelny, a z drugiej bardzo zmysłowy i budził myśli, które nie powinny zaprzątać mu głowy podczas rodzinnego seansu filmowego…
Miał wiele wątpliwości, ale ona bez słów potrafiła sprawić, że o nich zapominał. Nie miał żadnych obaw o ich przyszłość, kiedy widział jak przy nim rozkwitała. Wtedy fakt, że oboje wiele przeżyli nic nie znaczył. Bo ona nadal była jego ukochaną Madlen, a on nadal nie widział poza nią świata.

^^  ^^  ^^  ^^

        Śpisz, Tom? - Czarnowłosa siedziała na łóżku, opierając się o wezgłowie i wpatrywała się w ciemność. Jej mąż nie widział zupełnie nic, przebudził się sekundę temu. Jej głos miał w sobie coś niepokojącego, co nie pozwoliło mu na moment zawahania. Odwrócił się i posłał jej niezbyt trzeźwe, pytające spojrzenie. Jego wzrok nie przywyknął jeszcze do ciemności, ale zdołał dostrzec jak kobieta chowa twarz w dłoniach. - Coś jest ze mną nie tak.
        Jak to? - Zapytał, nie rozumiejąc o co chodzi Camilli. - Źle się czujesz? Coś jest nie tak?
        Nie, nie chodzi o to, Tom. - Mruknęła  z pretensją. Westchnęła, układając w głowie słowa. Nie, nie mogła mieć pretensji o to, że on jej nie rozumie. Nie mogła mieć też pretensji, że nie rozumiał jej po narodzinach Olivii, kiedy miała depresję. Tego nie da się zrozumieć, a on nie jest lekarzem, żeby mieć pojęcie o dziwnych zachowaniach młodych matek. Nie rozumiał jej pewnie nawet wtedy, kiedy poświęcała godziny, by mu o tym opowiadać. By tłumaczyć mu, jak się czuje w danej sytuacji, co myśli, co i jak widzi... Nie rozumiał, bo on nie miał problemów z byciem ojcem. Ona właściwie też nie... Uwielbiała swoje życie. Czasem tylko coś się w nie wkradało i psuło od środka. A przecież to żadna nowa filozofia, że życie można porównać do domku z kart. Że cały ten ład jest pozorny. Wystarczy zabrać jedną kartę, jeden pozornie nieistotny element, by potem móc już tylko patrzeć na jedną, wielką ruinę. Straty są większe, kiedy nie weźmiemy karty z zewnątrz, a ze środka. Wtedy nie przewróci się tylko to, co było na zewnątrz. Wtedy upadnie cała podstawa domu, a kiedy to się stanie, na co komu potrzebne będą puste ściany?
Tak właśnie dzisiaj widziała siebie i swoje życie. Miała wrażenie, że ona znów upadnie. Ze znów nie podoła i przez to ich życie znowu stanie się koszmarem.
        Camilla, po prostu opowiedz mi, o czym myślisz. - Podpowiedział jej mąż. Siedział obok niej. Oparł głowę o ścianę i przymknął powieki, ale złapał jej dłoń w swoją, przez co wiedziała, że ciągle jest z nią. Nie łatwo było go obudzić i potrzebował pewnie jeszcze chwili, żeby dojść do siebie. Nic dziwnego, obudziła go o 2 w nocy.
        Boję się, po prostu. Nadal. O to, że tym razem coś pójdzie nie tak. Albo że nawet jeśli z dzieckiem będzie w porządku, to ja znów zawiodę i sobie nie poradzimy. Poza tym nie takie były plany. Ty miałeś kończyć płytę, kiedy urodzi się dziecko. I ja też miałam jakieś plany... Boję się, że przez to nie będziemy już takimi rodzicami, jak teraz.
        Sądzisz, że nie zdołasz pokochać tego dziecka tak, jak pozostałych, tylko dlatego, że ono nie było planowane? – W jego głosie dostrzegła dużą dozę sceptycyzmu, wiedziała, że pyta tylko po to, by uświadomić ją, jak dalekie od realiów jest jej myślenie… Ale mimo wszystko czuła się okropnie słysząc takie słowa w odniesieniu do samej siebie.
        Nie wiem… Z twoich ust to brzmi tak… brutalnie. – Schowała twarz w dłoniach. Znowu. Tym razem jednak Tom miał wrażenie, że chciała powstrzymać łzy.
        Mam mówić to, co powinien powiedzieć kochający mąż, czy mam być po prostu szczery?
        A przypadkiem nie przyrzekałeś mi też kiedyś szczerości? Tak prócz tej małżeńskiej miłości, wierności i takich tam… – Mężczyzna wziął głęboki wdech i przez chwilę wiercił się w miejscu, jakby szukał wygodniejszej pozycji.
        Nick, Martha i Olivia dowodzą, że jesteśmy dobrymi rodzicami i nic nie jest w stanie tego zmienić. Gdyby było ich tylko dwoje, albo gdyby nagle urodziły się trojaczki i mielibyśmy pod opieką szóstkę, nadal byłoby dobrze. Bo jesteśmy razem i robimy to wspólnie. Nawet jeśli ja czasami wyjeżdżałem, albo jeśli ty potrzebujesz kilkudniowego urlopu regeneracyjnego. Po prostu przesadzasz. – Zaczął rzeczowym tonem, jakby tłumaczył coś dziecku, a nie rozmawiał z żoną o uczuciach i przyszłości. – Boisz się, że jest nam za dobrze i będziemy musieli za to zapłacić. Sądzisz, że tym razem nie może być już tak dobrze, że to dziecko nie może być kolejną falą radości i dlatego się tego wzbraniasz. Tworzysz sobie amortyzację, Camilla. Nie widzisz tego? Boisz się czegoś, czego nie ma, żeby w razie niepowodzenia nie dać się zaskoczyć. A gdzie jest ta kobieta, która nie bała się ryzykować? Kto kilkanaście lat temu zaproponował mi założenie rodziny? Pamiętasz, jak tłumaczyłaś mi, że sobie poradzimy? Tak po prostu. Ja wątpiłem, nie chciałem, bałem się odpowiedzialności, kiedy całe życie odpowiadałem tylko za siebie i było mi z tym cholernie wygodnie. Zaryzykowaliśmy i Camilla, wychodzi nam to naprawdę genialnie. Więc wyluzuj i śpij, bo jutro idziesz do pracy.
        Dziś. – Wymruczała w odpowiedzi. Myślała przez chwilę, zbierając się w sobie, by jakoś skomentować jego słowa. – Ok. Od dziś przestanę myśleć. Przynajmniej się postaram.
        Będę ci przypominać, nie musisz dziękować. – Posłał jej szelmowski uśmiech, a ona pokiwała głową z dezaprobatą.
        Jesteś niesamowity, wiesz? – Zgrabnym ruchem przeniosła się ze swojej połowy łóżka prosto na biodra swojego męża. – Co ja bym bez ciebie zrobiła?
        Zapewne bardzo byś się nudziła. – Odparł, zanim kobieta zdołała zamknąć mu usta długim, namiętnym pocałunkiem. Czuł na sobie jej chłodne dłonie i dobrze wiedział, do czego zmierza ta sytuacja. – A teraz spać. – Przerwał nagle ten upojny moment.
        Spać? – Mimo jej zdezorientowanego wzroku mężczyzna tylko pokiwał twierdząco głową i odsunął od siebie jej dłonie. – Nie… Nie może być przecież tak, że budzę cię w środku nocy przez jakąś błahostkę, męczę rozmową, a potem każe spać dalej.
        Oh, Skarbie, twoje problemy nigdy nie są dla mnie błahe. – Ucałował ją w nos, jakby była małą dziewczynką. – Ale przecież martwimy się o wasze zdrowie, musisz się wysypiać, dbać o siebie, nie wysilać się… No wiesz, dla naszego dobra.
        Jesteś wredny. – Prychnęła, siadając z powrotem na swoje miejsce.
        A nie mówiłaś przypadkiem, że niesamowity? Z tego co wiem, to nie są synonimy. – Kobieta postanowiła nie odpowiadać i udawać obrażoną. – Ale skoro już tak bardzo się nie martwisz i trochę wyluzowałaś, to może rzeczywiście szkoda marnować taką okazję.
Tym razem to on pochylił się nad nią i oboje oddali się pocałunkom. Kobieta nie zamierzała się dalej droczyć. Nie zmarnowałaby już ani chwili, nie potrafiłaby udawać, że nie ma ochoty na to samo, co on. A przecież mieli już tylko kilka godzin…

^^  ^^  ^^  ^^

Poranki bywają różne. Czasem brakuje czasu nawet na kawę, a wtedy papieros zapalony w drodze to jedyny sposób przywitania nowego dnia. Innym razem przynoszą one wyrzuty sumienia… Bywają rzecz jasna takie, które można nazwać przyjemnymi, kiedy koło ciebie budzi się ktoś inny, bardzo mile widziany, albo zamiast poczucia winy wokół roznosiła się aura spokoju i chociażby, świeżo zaparzonej kawy.
Od czasu przyjazdu Madlen i Lisy poranki Billa zwolniły. Nie spieszył się, bo najpierw sądził, że to niegrzeczne, by zostawiać samych, albo co gorsza budzić swoich gości wcześnie rano. Przekładał więc spotkania na późniejsze godziny, by mogli we trojkę celebrować śniadanie. Dla niego naprawdę było to coś wyjątkowego. Od lat jadał sam, raczej w biegu. Czasem spędzał z kimś kolacje, ale śniadania w jakimś towarzystwie były naprawdę rzadkością. Teraz, kiedy minęło już trochę czasu, nie spędzał z nimi poranków z grzeczności. To był ich mały rytuał i nawet, kiedy jego dzienny grafik był przepełniony, poranki i wieczory spędzali wspólnie.
Można powiedzieć, że udawali rodzinę, ale przecież oni właściwie nią byli…
Wkładali właśnie naczynia do zmywarki, kiedy po domu rozległ się dźwięk dzwonka.
- Pewnie Tom coś chce. – Bill bez wahania i dodatkowych tłumaczeń ruszył do drzwi. Nie spodziewał się nikogo innego, tym bardziej, że ktoś dzwonił do drzwi, a nie bramki. Niewiele osób mogło bez jego pozwolenia dostać się na posesję, Tom należał do tej właśnie elitarnej grupy i to on najczęściej tu bywał.
- Cześć, Bill. – Usłyszał mężczyzna, kiedy już otworzył drzwi. Nie zastanawiał się nad tym, robił to mechanicznie wierząc, że za nimi stoi jego bliźniak. Tym razem jednak się przeliczył. Jego zaskoczona mina nie była chyba wyrazem kultury osobistej, ale jego gość chyba nie miał tego za złe. – Przepraszam, że tak rano, ale próbuję cię odwiedzić już od kilku dni i nie mogę zebrać w sobie siły, żeby to zrobić. Dziś poczułam impuls… i jestem. Możemy porozmawiać.
Mężczyzna mierzył ją uważnym wzrokiem, a w głowie starał się ułożyć choć jedno logiczne zdanie, które mógłby wypowiedzieć. Spodziewał się wielu rzeczy, wiele też przeżył i znał bardzo dobrze poczucie humoru Tego, kto odpowiedzialny jest za jego losy, ale czegoś takiego się nie spodziewał.
Katherina stała wyraźnie zakłopotana, co udowadniało mu, że nie tylko on miał ochotę rozpłynąć się w powietrzu i udawać, że do tej sytuacji nigdy nie doszło. Są jednak dorosłymi ludźmi i wypadałoby chyba załatwić to, jak należy. Kobieta zdjęła okulary przeciwsłoneczne, odkrywając przed nim niepokój ukryty w oczach. Miała nienaganny makijaż i jak zwykle wyglądała olśniewająco, ale dziś to były ostatnie myśli, jakie powinien mieć w głowie.
- Dobrze, wejdź. Chyba pora wyjaśnić sobie to do końca. – Gestem ręki zaprosił ją do środka i zamknął za nią drzwi, ale stanął w hallu i nie ruszył w stronę salonu, czy gabinetu. Spojrzał na nią wyczekująco, dając jednoznacznie do zrozumienia, że dalej jej nie wpuści.
- No dobrze. – Westchnęła zawiedziona. – Wiem, na początku zachowałam się zbyt impulsywnie i to ja doprowadziłam do rozstania, ale to wszystko nie tak. Masz prawo mieć do mnie dystans, ale chcę porozmawiać. Możesz obiecać mi szczerą rozmowę, Bill? Nie musisz być miły, czy wylewny, chcę tylko szczerości.
- Kate… - Zaczął, rozglądając się po całym pokoju, by nie musieć patrzeć na nią. – Robisz z tego dramat. A przecież tu już wszystko jest jasne.
- Dramat? – Miał wrażenie, że kobieta zaraz wybuchnie płaczem i bardzo chciał tego uniknąć. Naprawdę nie zamierzał się w to dalej bawić i był zdeterminowany, by w końcu raz na zawsze się z nią pożegnać. – Bill, nie wiem, czy mnie zdradziłeś, czy nie, ale wszystko na to wskazywało, a ja poczułam się oszukana, nawet jeśli nasz związek nie był formalny. Miałam do tego prawo! Ale potem dzwoniłam, chciałam to naprawić, a ona… Wiesz, jaki to był cios? Niby chciałeś do mnie wrócić, a potem co?
- Nie rozumiem… - Przerwał, analizując jej słowa, ale ona nie dała mu dokończyć.
- Teraz mnie już nic nie interesuje. Minęło sporo czasu i wiele przemyślałam. Brakuje mi ciebie, Bill. Nieważne, co się wydarzyło. Liczy się tylko to, czy nadal chcesz dać nam szansę. – Tym razem nie odpowiedział. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. – Jeśli tylko chcesz możemy zacząć od nowa. Ja bardzo bym tego chciała. Inaczej. Od zera. Nie zawsze byłam w porządku, ale zależy mi na tobie, Bill.
- Kate, ale to wszystko nie tak. – Mężczyzna załamał ręce, nie wiedząc jak jej to teraz wyjaśnić. – Ja cię nie zdradziłem.
- Dobrze, wierzę, ale to nie jest już ważne.
- Nie, to jest ważne i dziwi mnie, że ciebie to nie obchodzi. – Kobieta najwyraźniej przestawała go rozumieć. Na jej twarz wpełzł grymas, ale on nie chciał tego przedłużać, nie zamierzał też bawić się w subtelność. – Nie wiem, co ci się stało, Kate. Dziwnie się zachowujesz.
- Po prostu mi zależy.
- Ale mi już nie! – Podniósł głos, mimo że wcale tego nie planował. – Zdradziłem cię potem. Właściwie to nie, nie zdradziłem. Po prostu… Ja już nie chcę, Kate. Zbyt długo czekałaś. Ja dałem sobie czas, dopiero co pogodziłem się z tym, że ty już nie wrócisz i zacząłem coś nowego, teraz nie możesz sobie tak po prostu przyjść i czegoś wymagać.
- Ale ja próbowałam, Bill! Dzwoniłam, ale ona odebrała… Mówiłam, czułam się z tym okropnie. Czekałam, myślałam, że może oddzwonisz, zapytasz… Ale nie.
- Jak to dzwoniłaś? – Teraz już oboje zaczynali się gubić.
- Nie powiedziała ci? – Zapytała po chwili myślenia, ale nie musiała czekać na odpowiedź. – Odebrała jakaś kobieta… Sądziłam, że to ta, która wtedy z tobą przyjechała. To było już dawno, sądziłam, że nie mam szans. Ale potem, po powrocie do Niemiec, usłyszałam, że to naprawdę była jedna wielka pomyłka, no więc… próbuję jeszcze raz.
Jak na zawołanie w hallu pojawiły się dwie blondynki. Lisa od razu stanęła jak wryta, czując już wiszące w powietrzu problemy. Jej matka natomiast wbiła wzrok w Billa, wierząc że ten zaraz wyjaśni jej o co chodzi.
- Bill, wytłumacz mi, co się tu dzieje. – Zażądała Kate, od razu budząc niepokój w Madlen.
- Tu się nic nie dzieje, ja tu mieszkam, a ty chyba powinnaś iść… - Odparł oschle i może zbyt impulsywnie. Nie chciał teraz wzmagać negatywnych emocji w żadnej z kobiet. Najchętniej pozbyłby się Kate, by móc wyjaśnić tą sprawę dopiero po wyjeździe Mad i Lisy z miasta.
- Nie, ja chcę to wyjaśnić. Chcę wiedzieć, z kim mnie zdradzasz. – Rzuciła, mierząc wzrokiem obie kobiety. – Z którą z nich rozmawiałam przez telefon?
- Kate, nie twórz już bajek. Było, minęło… Naprawdę, powinnaś wyjść.
- Bill, ja też chyba chce wiedzieć, co się tu dzieje… - Wtrąciła się Madlen. Jej głos był o wiele słabszy, niż sądziła, że będzie.
- Dobrze. Niech wam będzie. – Mężczyzna czuł, że ta rozmowa tylko go pogrąży. – Więc Kate twierdzi, że dzwoniła do mnie, ale odebrała jakaś kobieta. Musiałaby to być któraś z was… - Lisa uciekła przed nim wzrokiem. Nagle wszyscy patrzyli już tylko na nią. – Lisa? – Podniosła wzrok i czuła się jak mała dziewczynka, która chciała jak najszybciej stąd uciec. Ale nie w ramiona mamy… Bo ta też nie wyglądała na zadowoloną.
- Dobrze, niech będzie. To ja. Ja odebrałam i powiedziałam, zgodnie z prawdą, że jesteś zajęty.
- Poważnie? Teraz będziesz udawać, że to było coś zwyczajnego? Kłamiesz! – Rzuciła w jej kierunku kobieta. Może gdyby nie stojący między nimi Bill, rzuciłaby się na Lisę z pięściami.
- Nie gorączkuj się tak! Nikt już cię tutaj nie chce! Od początku wiedziałam, że Bill wróci do mojej matki! Teraz są szczęśliwi, a ty się stąd wynoś! Nie słyszałaś? Powinnaś już wyjść. – Dziewczyna zachowywała się bardzo pewnie. Wszyscy wokół zdziwili się na ten nagły przypływ szczerości i gniewu jednocześnie.
- Lisa, o czym ty mówisz? – Syknęła Madlen. Była zażenowana zachowaniem swojej córki. Nie spodziewała się, że mogłaby ona posunąć się do jakiejś intrygi. Ta cała scena, która się przed nią odgrywała przestawała ją bawić. Nie wiedziała, co się dzieje, ale miała wrażenie, że do niczego dobrego to nie prowadzi.
- Ty naprawdę to zrobiłaś? – Ton jego głosu wyrażał ogromny zawód. Po jego twarzy widać było rosnącą złość. Rozważał tylko, jak dużo może teraz powiedzieć. – Jak mogłaś wtrącać się w moje życie, Lisa? Jakim prawem decydowałaś o tym, z kim rozmawiam, z kim się spotykam i z kim jestem? Czy ty masz pięć lat i nie rozumiesz słowa prywatność?! Odebrałaś mój telefon i kłamałaś, dobrze wiedząc, że rozmawiasz z kimś dla mnie ważnym! – Właściwie nie chciał krzyczeć. Szczególnie na Lisę. Nie sądził, że to obudzi w nim tyle emocji. Ale wcześniej wierzył też, że to Kate kłamie i żadnych telefonów nie było…
- Przecież mówiłeś, że to przeszłość! – Broniła się, kiedy minął pierwszy szok. Nie myślała o konsekwencjach, kiedy rozmawiała z tą kobietą… Sądziła, że ona zniknie raz na zawsze, a razem z nią zniknie cały problem.
- Mówiłem? A pomyślałaś choć przez chwilę, że po alkoholu, w dzień zerwania, mówi się rzeczy, które niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością?! Zachowujesz się jak dziecko, a chcesz, żeby traktować cię jak dorosłą! Zastanów się czasem, co robisz!
- Skończ już! – Tym razem spojrzenia skupiły się na Madlen. – Nie krzycz na nią. Skoro jesteś taki dorosły, to spróbuj się opanować. I jeśli tak bardzo ci na niej zależy, bardziej niż na Lisie, i pewnie na mnie również, to nie rób scen, zajmij się koleżanką, a my już pójdziemy.
- Madlen, przestań… To nie tak.
- To ty przestań. Ja już skończyłam. Jesteśmy spakowane i wyjeżdżamy już dziś. Dziękujemy za pomoc i miłe przyjęcie. Za jakiś czas odezwij się, to ustalimy, kiedy ewentualnie możecie widywać się z Lisą. Dłuższe pożegnania są tu zbędne. Zabierzemy tylko torby. Do widzenia, Bill.
Nie wiedział, co więcej może powiedzieć. Słowa Mad wystarczyły, mówiły więcej niż ktokolwiek mógłby sądzić.
Spojrzenia jego i Kate się skrzyżowały. Może to było nieme współczucie, a może poczucie winy. Nie wiedział. Ciszę przerywały tylko kroki blondynek na piętrze.
- Jak zwykle, Kaulitz... Jak zwykle wszystko spierdoliłeś. 



Po pierwsze: jeeej, napisałam coś. I z góry przepraszam Was za wszystkie ewentualne błędy, które na pewno są, a których nie zdołałam wychwycić. 
Trochę się pozmieniało. Kończę to opowiadanie zapewne kolejnym rozdziałem, który może wyjdzie mi spod palców jeszcze w marcu, takie mam przynajmniej plany. O ile moje palce nie będą bardziej zajęte robieniem zadań z matematyki, która sama niestety się nie zaliczy. Próbowałam, serio, nie działa. Trzeba jednak coś umieć... :D
Wiecie, że przez ten czas zmieniło się nawet to, że kiedy wpisuję "c" w  pasek adresu, to nie wyskakuje mi mój blog, tylko centralny punkt logowania mojej uczelni? oO 
Mimo, że sama zapomniałam już o swoim blogu, miło byłoby widzieć, że Wy pamiętacie, chociaż część z Was, bo zawsze Wasze komentarze to ogroomna radość ;) 

Pozdrawiam! 

środa, 31 grudnia 2014

Trzydziesty trzeci


Głośny krzyk wyrwał go ze snu. Nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje. Zbyt gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej, aż zakręciło mu się w głowie. Zignorował to i po omacku szukał włącznika do nocnej lampki, gdzieś po swojej prawej. Wtedy też dotarło do niego, że dziwny dyskomfort jaki odczuwa ciągle się nasila i co więcej, dociera z przedramienia. Kiedy wreszcie po sypialni rozlało się ciepłe, wręcz pomarańczowe światło, dostrzegł dłoń, która kurczowo się go trzymała. I wbijała w niego paznokcie. Dopiero wtedy dotarł do niego jej szybki i ciężki oddech. Jej oczy były szeroko otwarte, wbite w przestrzeń. Ślepe, niby gdzieś się wpatrywała, ale on wiedział, że teraz widzi tylko i wyłącznie wytwory swojego umysłu.
- Mad… - Zaczął i od razu przerwał. Miał okropną chrypę, jakby jego głos również miał problemy z przebudzeniem. – Maddy, co się stało? – Ona nie reagowała. Tylko mocniej zaciśnięta dłoń dała mu do zrozumienia, że kobieta go słyszy i chyba niekoniecznie chce teraz ucinać sobie z nim pogawędkę.
Właściwie to sądził, że to będzie wyglądać troszeczkę inaczej… To była ich pierwsza wspólna noc od… bardzo dawna. Rozmawiali około pół godziny o tym, czy Madlen powinna zostać w jego sypialni, czy lepiej z niej wyjść, by Lisa nic nie zauważyła, kiedy wreszcie usłyszeli, że wyżej wspomniana wkroczyła do domu. Zamilkli i w napięciu czekali na jej kolejne kroki, ale te były zaskakująco proste. Weszła do pokoju, stamtąd jeszcze po chwili przeszła do łazienki, a potem już na dobre zamknęła się u siebie. Kiedy minął stres kontynuowali rozmowę, tym razem o wiele ciszej i tak spędzili jeszcze dwie godziny. Potem zasnęli w objęciach, które może nie były zbyt wygodne, ale oboje czuli wyjątkową potrzebę takiej właśnie bliskości.
Już pomijając ból pleców, Bill spodziewał się miłej pobudki. Poranne słońce, jej uroczy uśmiech, w wersjach rozszerzonych była nawet wizja Madlen budzącej go pocałunkiem. Rzeczywistość jak zwykle wszystko zweryfikowała i siedział tutaj, w środku nocy, na co wskazywała ciemność za oknem, nie wiedząc, co ze sobą począć. A ona nadal nie wykazywała chęci współpracy.
- Kochanie… - Wyszeptał najczulej jak potrafił. Przekręcił się trochę na łóżku, nie zabierając obolałej ręki, tak by drugą mógł swobodnie ją do siebie przyciągnąć, albo chociaż pogładzić jej ramię. Wyczuwał gęsią skórkę na jej ramionach, a nawet to, jak bardzo jest spięta. – To był tylko sen, tak? Już dobrze…
Po chwili ustąpiła i pozwoliła mu się przytulić. Jej oddech zaczął się uspokajać. To były sekundy, ale on czuł jakby walczył z nią przez wieczność. W nocy wszystko wydaje się trudniejsze.
- Przepraszam… Ja nie wiem, co się stało. – Rzuciła nagle, jakby przyznawała się do okropnej zbrodni.
- Nic nie szkodzi, przecież każdemu może się zdarzyć. – Cały czas gładził jej nagie plecy i kark. Wtuliła się w niego bardzo ufnie i czuł się z tym naprawdę dobrze. Był dla niej oparciem i to niewątpliwie podbudowywało jego ego. – Nic mi przecież nie będzie, nie jestem taki delikatny. – Kobieta odsunęła się od niego i spojrzała na niego z pytaniem w oczach. – Bo chodzi ci o rękę?
Kiedy zapytał, szybko spojrzała w dół sprawdzając, o czym mówi. Jej zbolała i zszokowana mina nie mówiła nic dobrego. Kiedy Bill spojrzał na swoje przedramię również się zdziwił.
- No cóż, przynajmniej wiem, że nie muszę się o ciebie tak bardzo martwić, masz sporo siły w tych szczupłych rączkach. – Próbował obrócić wszystko w żart, ale blondynka nadal była zdenerwowana. – Powiesz mi co ci się śniło?
- Mój szef. I jacyś mężczyźni. Wszyscy. – Dopiero po krótkiej chwili milczenia zaczęła mówić, ale po kilku słowach znów zamilkła.
- Dobrze, nie mów nic więcej. – Bill nie chciał tego słuchać. Wyobrażał sobie, że nie mogło to być nic przyjemnego i najzwyczajniej w świecie nie chciał mieć przed oczami tego, co ona musiała przed chwilą przeżywać. Dobrze, że tylko we śnie. – Chyba, że chcesz…
- Nie. Może masz tu wodę? – Zapytała, jakby nagle do końca się obudziła i wróciła do normalności.
- Jasne, że mam. – Rzucił sam również się uspokajając i podał jej butelkę wody, którą uprzednio wyjął z nocnej szafki.
- Ciekawe, czy nie obudziłam Lisy… - Napiła się i odstawiła wodę na swoją szafkę. Dopiero wtedy dotarło do niej, że jest zupełnie naga, a jej dziecko może wejść tu w każdej chwili. – Dobrze, że ona nie jest wrażliwa na hałasy, kiedy śpi.
- Zdarzało ci się to wcześniej?
- Właściwie to… tak. Tylko kilka razy. Mam dość trudne sny, szczególnie kiedy czymś się denerwuję… Ale to rzadkość. – Mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem i znowu ją przytulił. Położyli się razem, a wtedy mężczyzna zgasił światło i okrył ich kołdrą. – Przepraszam.
- Przestań, to nic. Cieszę się, że mogłem pomóc. A teraz sobie spokojnie śpij.
Kobieta nie polemizowała, zamknęła oczy i po kilkunastu minutach Bill był pewien, że zasnęła. Cieszył się, że poszło z tym tak szybko i łatwo, bo nie chciał zasypiać pierwszy i zostawiać jej samej. Kiedy miał pewność, że nie leży obok niego rozpamiętując swój koszmar, albo co gorsza, przeszłość, sam mógł spokojnie zasnąć.
Problemem okazało się jednak to, że nie potrafił. Teraz dotarło do niego, że to nie jest już związek z tą samą kobietą. Madlen jest dorosła, ma ze sobą bagaż doświadczeń, niestety często negatywnych. Nie wiedział, że budzą ją w nocy koszmary. Niedawno dowiedział się, że nie mogła z nikim sypiać, bo czuła się przez to źle. Właśnie straciła pracę i nie miał pojęcia, jak teraz widzi swoją przyszłość. Czy chce szukać nowej, czy chce się do niego wprowadzić, czy sprzeda swój dom… A czy Lisa ich zaakceptuje?
Łatwo jest być dobrze zarabiającym, samotnym dorosłym. Przez całe życie nikt nie stawiał mu żadnych ograniczeń, wszystko było dozwolone, a jeśli nie, wystarczyło po prostu zamieść to pod dywan. Teraz miał dzielić życie z kimś, kogo kochał, a przynajmniej uważał, że kochał. Miał być za kogoś odpowiedzialny. Miał się temu poświęcić.
Zamknął oczy i myślał, ale znikąd nie przychodziła odpowiedź na jego wątpliwości.
Może jeszcze nie jest za późno, by się wycofać?

^^  ^^  ^^  ^^

Czarnowłosa nie lubiła takich poranków. Ze względu na pracę jej męża puste łóżko zawsze oznaczało rozłąkę, pracę po nocach, albo imprezę. Ewentualnie jakieś problemy. Tak, czy inaczej nic dobrego. A dziś rano obudziła się sama. Nikogo przy niej nie było. Było bardzo wcześnie, więc tylko zajrzała do dzieci i ruszyła na parter, z którego dochodziły do niej jakieś szmery.
Już ze schodów dostrzegła światło palące się w kuchni. Było przed szóstą i na dworze dopiero się przejaśniało. Przeszła przez półmrok korytarza i wkraczając do kuchni automatycznie zmrużyła oczy.
- Co z tobą? – Zapytała na wstępie. Tom krzątał się po kuchni. Nie miała pojęcia skąd o tej porze wytrzasnął bułki, ale kanapki dla dzieci były już gotowe. Nawet drugie śniadania leżały zapakowane na blacie. Na jednej torebce czarnym markerem nakreślił jej imię i dodatkowo narysował serduszko. W ekspresie mieliły się świeże ziarna i Tom, zanim jeszcze się do niej odwrócił, włączył go, by zaparzyć filiżankę kawy.
- Nie mogłem spać. Chciałem pogadać, a że rano nie mamy czasu, to uznałem, że zrobię wszystko wcześniej to potem się spokojnie wyrobimy i znajdziemy chwilę dla siebie. – Kobieta poprawiła szlafrok i usiadła przy stole, cały czas kiwając ze zrozumieniem głową. – Kawę?
- Jasne. – Odparła, rozglądając się po pomieszczeniu. – Tom, naprawdę sądzisz, że to dobry moment?
- A mam być szczery? – Kobieta spojrzała na niego, jakby zadał najgłupsze pytanie na świecie. – Musimy porozmawiać o przyszłości, ale wybacz, nie chcę tego rozwlekać. Nie chce się kłócić i dywagować godzinami, to bezsensu. Mamy ograniczony czas, więc zrobimy to sprawniej. I mam nadzieję, że skutecznie.
- Nie chcę rozmawiać pod presją czasu. Ja właściwie nie wiem, czy w ogóle jestem gotowa na planowanie. – Odparła z pretensją. Mężczyzna postawił jej przed nosem filiżankę z gorącym napojem i sam ruszył z powrotem do ekspresu, by przygotować go również dla siebie.
- Musimy, przecież o tym wiesz. – Rzucił moralizatorsko, po czym wytknął jej dodatkowo – Wcześniej byłaś bardziej rozmowna.
- Ale ty nie byłeś. – Odburknęła i wzięła jedną z kanapek. Rzadko cokolwiek robił w kuchni, ale kiedy już się za to zabierał szło mu całkiem nieźle. Może kanapki nie są wielkim wyczynem, ale wyglądały naprawdę smakowicie.
- To nie jest najlepszy czas na wytykanie sobie błędów. - Zaczął nieśmiało, nie chcąc rozzłościć żony. Miała rację, na początku on chował głowę w piasek i unikał rozmowy jak ognia. Uciekał, kiedy tylko zostawali sami, by nie było możliwości rozpoczęcia tematu. - Będziesz musiała powiedzieć szefowi.
- Wyrzuci mnie. - Odparła krótko, między kolejnymi kęsami.
- Nie ma do tego prawa. - Zanegował od razu Tom. - Jesteś w ciąży i nie może cię zwolnić. Jesteś pod ochroną. A jeśli będzie ci się naprzykrzał, to albo zmienisz pracę, albo... albo go pozwiemy. - Za wszelką cenę chciał pokazać jej, że są po tej samej stronie. Obrał sobie za cel wspieranie jej w każdy możliwy sposób, żeby teraz to jej dobro i jej marzenia były ich priorytetem. Długo nad tym myślał i wziął pod uwagę nawet to, że on, a nie Camilla, zostałby z dzieckiem w domu po porodzie. Oczywiście nie tak od razu, ale kiedy przestałaby karmić piersią i odpoczęłaby na tyle, by wrócić do pracy, zakładając rzecz jasna, że nadal by tego chciała, to on mógłby w tym momencie przejąć dotychczasowe obowiązki swojej żony. Zawiesiłby swoją karierę, a więc i reszty zespołu, aż jego dziecko przestałoby wymagać całodobowej opieki. Może powinien wcześniej przedyskutować to z zespołem, ale teraz nie bardzo miał do tego głowę... - Tak czy inaczej musisz mu powiedzieć. Powinnaś być wobec niego uczciwa, to może zapunktować.
- Łatwo ci mówić. - Siedziała naprzeciwko niego z miną pełną sceptycyzmu i obaw. Czytał z niej, jak z otwartej księgi, ale nie chciał pocieszać. Nie mógł przecież powiedzieć, że utrata pracy to nie koniec świata, ale nie chciał też zapewniać, że jej szef przyjmie wieść o ciąży z radością. Nawet nie znał tego mężczyzny. Wolał pozostać na bezpieczniejszym gruncie.
- Przemyślałem kwestię pokoju dziecięcego. Maluch na początku będzie spał u nas, to jasne, ale potem możemy przenieść go do jednego pokoju z Olivką. Później oczywiście mogą dostać oddzielne pokoje, ale to bardzo odległa przyszłość. A twoja pracownia zostanie na swoim miejscu. Swoją drogą, musisz w końcu wybrać meble.
- Tom, co ci się stało? - Mierzyła go uważnym wzrokiem, a on tylko wzruszył ramionami. - Ty coś kombinujesz?
- Nie, Skarbie. - Podszedł do niej i objął ją od tyłu. - Po prostu bardzo cię kocham i chcę żebyśmy byli szczęśliwi.
Kobieta tylko uśmiechnęła się pod nosem i przymknęła oczy, kiedy mąż złożył na jej skroni czuły pocałunek. Nie wiedziała, jak on to robi, ale w tym momencie dał jej to wszystko, czego potrzebowała. Poczuła się kochana i bezpieczna, jakby była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.
Czasami kiedy popadali w rutynę, kiedy zostawała sama na dłuższy czas, albo kiedy się kłócili zastanawiała się czemu właściwie za niego wyszła. Co on takiego ma, że potrafiła dla niego zrezygnować z tak wielu rzeczy, że tyle poświęciła. Wystarczyło, że przywołała wtedy jeden z takich momentów i od razu robiło jej się cieplej na sercu. On po prostu umiał kochać, jak nikt inny i to wystarczało.



^^  ^^  ^^  ^^



Blondynka wyszła spod prysznica i przyjrzała się sobie w lustrze. Często to robiła. Dbała o siebie i nie miała zbyt wielu kompleksów. Jednocześnie nie sądziła, żeby wygląd był decydujący jeśli chodzi o powodzenie u mężczyzn.
Była na to żywym dowodem. Była chyba zbyt spokojna, może zbyt rozmarzona, może zbyt zdystansowana… Nie miała pojęcia, gdzie leżał problem, ale na pewno nie w jej ciele. Nie radziła sobie w kontaktach damsko-męskich. Miała wrażenie, że zniechęciła do siebie już połowę swoich szkolnych kolegów.
Z Georgiem był inny problem. Był zajęty, a ona była za młoda. Wszystko było nie tak.
Przeszło jej przez myśl, że skoro tu idzie jej lepiej, to może właśnie w tym nowym otoczeniu powinna zacząć szukać miłości. Skoro nie Georg, to może po prostu jakiś inny mężczyzna?
Nowy świat, do którego wprowadził ją Bill, dawał jej wiele możliwości. O dziwo, zdołał też zmienić ją samą. Nie jest już tak zdystansowana, co daje jej większe szanse na związek.
Przerwała rozważania, kiedy tylko skończyła się ubierać i była gotowa do wyjścia z łazienki. Była głodna i liczyła na to, że jej mama już wstała i coś przygotowała. Może nawet razem z Billem?
W kuchni jednak nikogo nie było. Właściwie to cały dom świecił pustkami. Dziewczyna oparła się o kuchenny blat i po chwili namysłu sięgnęła z lodówki jakiś pitny jogurt i ruszyła do sypialni swojej mamy. Dochodziła jedenasta, o tej porze ten dom zwykle tętnił już życiem.
Przestała cokolwiek rozumieć, kiedy sypialnia okazała się być pusta. Pościel leżała nietknięta, idealnie ułożona i wygładzona. W pokoju roznosił się delikatny zapach perfum Madlen, pomieszany z lawendą i zieloną herbatą, którą było czuć zawsze w całym domu Billa.
Nie musiała zaglądać do łazienki, nawet bez tego była pewna, że nikogo tu nie ma. Skoro więc jej matka gdzieś wyszła, to ciekawe, czy jest tutaj sama, czy z Billem. Lisa bez zastanowienia postanowiła to sprawdzić, toteż skierowała się prosto do sypialni swojego ojca.
Nie pukała, z góry zakładając, że i tak go nie ma i zamarła, kiedy jej oczom ukazał się widok, jakiego nie spodziewała się nawet w najśmielszych snach.
Bill leżał z szeroko otwartymi oczami, chyba nieco przerażony, obejmując blondynkę, która najwyraźniej spała wtulona w jego klatkę piersiową. Nagą klatkę piersiową. I zanim jeszcze Bill zgrabnym ruchem zakrył ją bardziej kołdrą, widziała też nagie plecy swojej matki.
Ze znacznym opóźnieniem, bo dopiero gdy minęło osłupienie przełknęła jogurt. Może powinna zareagować żołądkową rewolucją, jak sugerują niektórzy jej znajomi, albo filmy. W końcu nakryła rodziców w łóżku. Ją jednak niespecjalnie to poruszyło.
Po chwili wgapiania się w Billa uznała, że mimo wszystko nie powinno jej tu być. Uśmiechnęła się nieco głupkowato i wycofała.
- Jak coś, to mnie tu nie było. – Wyszeptała konspiracyjnie, by nie obudzić śpiącej matki i najdelikatniej jak potrafiła zamknęła drzwi.
Blondyn nadal nie mógł się otrząsnąć. Nie tak planował zacząć dzień. Nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, postanowił obudzić Madlen. Działał instynktownie i nie bardzo obchodziło go to, jak uroczo wyglądała śpiąc, czy to, że może nie być zadowolona z takiej pobudki. Po prostu jej teraz potrzebował. Żywej i trzeźwo myślącej.
- Maddy. – Szturchnął ją kilka razy w ramię i zaczął się wiercić, przez co kobieta zmuszona została do odsunięcia się na poduszkę. Zastanowił się przez chwilę, czy nie lepiej było zrobić to trochę delikatniej, albo chociaż z odrobiną romantyzmu, ale uznał, że nie czas na takie bzdety. – Mad. – Dodał głośniej, kiedy blondynka na nowo zaczęła odpływać w krainę Morfeusza.
- Co się dzieje? – Zapytała na pół przytomna. Nie otworzyła nawet oczu.
- Mamy problem, Mad. Musisz wstać. – Rzekł, przybierając jak najpoważniejszy ton. Sądził, że to może przyspieszyć jej pobudkę. I rzeczywiście, kobieta przewróciła się na plecy i leniwie się przeciągnęła. Wbiła w niego mętne spojrzenie i najwyraźniej czekała, aż zacznie mówić dalej. – mamy problem.
- To już wiemy, Billy. – Zakryła usta dłonią, próbując powstrzymać niekontrolowane ziewnięcie. – A coś więcej mi powiesz?
- Lisa tu była.
- Jak to, Lisa tu była? – Kobieta od razu się ożywiła. Kaulitz przez chwilę musiał walczyć z przyjemnym poczuciem triumfu. W końcu ją obudził! Widział jej zszokowane spojrzenie i nie wiedzieć czemu cieszył się, że to teraz ona będzie musiała się tym martwić. On już swoje zrobił.
- Normalnie. Weszła, ja już nie spałem. Chyba nas szukała i no… Znalazła. – Rzucił beznamiętnie. Teraz to nie wyglądało już tak tragicznie. – Wiesz, chyba musisz z nią o tym pogadać.
- Oj nie, mój drogi. My musimy. – Zastrzegła, kiedy tylko dotarło do niej, że Bill próbował umyć od tego ręce.
- Nie lepiej, żebyś zrobiła to sama? Jak matka z córką? Kobieta z kobietą…? – Sugerował. Nie widział siebie podczas takiej rozmowy z Lisą. Ona była dzieckiem, jego dzieckiem i nie chciał opowiadać jej o swoich łóżkowych przygodach. To było żenujące.
- Nie. Jak jest się nastolatkiem to przedstawia się swojego nowego chłopaka swoim rodzicom. A jak jest się dorosłym, to ten chłopak musi przeżyć spotkanie z dziećmi swojej wybranki. I dziś właśnie to zrobisz. Pójdziesz ze mną do Lisy i razem ze mną wytłumaczysz jej, co się między nami dzieje. – Tłumaczyła mu to jak małemu dziecku, a jego mina rzedła z każdą sekundą. – Ona musi wiedzieć, jak wygląda sytuacja. Od ciebie.
- Dobrze. To może teraz skoczymy pod prysznic? – Zgodził się, bo wiedział, że nie ma sensu z nią dyskutować. Kiedy wczuwała się w rolę matki była jak lwica. Rozumiał to, przez ostatnie siedemnaście lat musiała walczyć o swoje dziecko, o to by ich życie było normalne. Mówiła mu, że żyła tylko dla Lisy.
- Tak, to skocz pierwszy. – Odparła i szczelniej przykryła się kołdrą. – A za godzinę możesz przygotować mi kawę. – Dodała, wdrapując się wyżej, by złożyć na jego ustach krótki pocałunek.
- Ale jak to? To ty nie idziesz do łazienki? I dlaczego za godzinę? Nie jesteś głodna? – Pytał, choć dobrze wiedział, co Madlen zamierza teraz zrobić.
- Niee. – Przeciągnęła, ponownie ziewając. – Ja jeszcze pośpię.
- I mam być z Lisą sam? Teraz? – Kobieta twierdząco kiwnęła głową. – To nie jest dobry pomysł.
- Kaulitz, musisz się jeszcze wiele nauczyć o byciu ojcem. Jeśli teraz jesteś zażenowany to idź skakać z radości, że nie spotkałeś jej wcześniej. Uwierz, życie z nastolatką potrafi dać się we znaki. A teraz idź tam i zachowuj się normalnie, panie tato.



^^  ^^  ^^  ^^



Czarnowłosa kobieta przestawała panować nad sytuacją. Miała dziś długi i ciężki dzień w pracy. Zaległe wizyty klientów, którzy przekładali je w nieskończoność, zmiany w projektach i nawał papierkowej roboty sprawiły, że czuła się wykończona. Dopuszczała do siebie myśl, że to efekt uboczny ciąży i wcale jej się to nie podobało. Nie chciała zwalniać tempa i ze wszystkiego rezygnować, ale  jednocześnie nie chciała też szkodzić sobie i dziecku.
Po pracy, kiedy weszła do domu i zastała ogólny chaos, postanowiła nie wspominać mężowi o swoim samopoczuciu. Widziała, że sam kiepsko radzi sobie z domem. Zresztą, może oboje mieli po prostu trudny dzień?
Olivia chyba gorzej się czuła, a starsze dzieci zamiast to zrozumieć i przynajmniej nie przeszkadzać, cały czas coś chciały. Tom próbował przygotować obiad, ale w takich warunkach było to ledwie wykonalne, tak więc Camilla szybko przebrała się w coś luźniejszego i przejęła władzę w kuchni.
Nie mieli czasu na dłuższą wymianę zdań. Camilla weszła do kuchni i zabrała się za kończenie obiadu, Tom w tym czasie rozwiązał, a przynajmniej próbował rozwiązać problemy swoich pociech, a potem razem z nimi nakrył do stołu. W międzyczasie posprzątał jeszcze salon, w którym wcześniej urządzili sobie jakąś zabawę.
Kobieta była milcząca, co nie było dla niej normą. Szczególnie do czasu, kiedy podjęła nową pracę. Ostatnimi dniami w kółko opowiadała o tym, co robiła w pracy i co ma w planach na najbliższy czas.
Mężczyzna przyprowadził dzieci ze sobą i kiedy każdy już zajął swoje miejsce pomógł żonie w podaniu do stołu ich wspólnego dzieła. Cały czas ją obserwował, bo miał wrażenie, że nie wszystko jest w porządku, ale Camilla wciąż zbywała jego pytania.
- Po prostu wyglądasz na zmęczoną. – Rzucił, kiedy po raz wtóry usłyszał, że wszystko jest w porządku. – I nie chcesz mi powiedzieć czemu. Jak mam się nie martwić?
Dzieci zdawały się zupełnie ignorować rozmawiających rodziców. Tom zajął się karmieniem Olivii, przyjmując nieco weselszy wyraz twarzy.
- Przestań, Tom. Przesadzasz. – Odparła beznamiętnie, zabierając się za jedzenie obiadu. – Podam jeszcze sól… - Kobieta skrzywiła się, smakując warzyw, czego Tom nie mógł zrozumieć. Olivia była zachwycona obiadem, więc ten niewiele myśląc karmił ją dalej. Dopiero dźwięk tłumaczonego szkła oderwał go od tego zajęcia. Odwrócił się, ale nie nigdzie nie zobaczył swojej żony.
Szybko zerwał się z miejsca i znalazł ją za kuchenną wysepką. Kucała i nie wyglądała zbyt dobrze. Była blada i chyba nie czuła się najlepiej.
- Camilla? – Podszedł do niej i chciał pomóc jej wstać, ale to nie okazało się najlepszym pomysłem. Kobieta nie była w stanie utrzymać się w pionie.
- Zrobiło mi się po prostu słabo. – Wymamrotała, kiedy Tom podniósł ją z podłogi i ruszył w kierunku salonu. – Zostaw mnie tu. Podaj mi wodę.
- Posadzę cię na krześle, a ty z niego spadniesz. Camilla, jest ci słabo, musisz się położyć, odpocząć…
- Tom, zostaw mnie, przesadzasz. – Dyskutowali przechodząc przez kuchnię i tym razem zwróciło to uwagę dzieci.
- Camilla, do cholery, jesteś w ciąży. Bądź poważna. – Burknął niezadowolony i wyraźnie zirytowany, przekraczając próg kuchni. Zostawił ją w salonie na sofie, a sam wrócił po szklankę wody.
- Tato, mama jest w ciąży? – Zapytał Nick, kiedy ten w pośpiechu rozlał na blat wodę i cicho przeklną pod nosem. – Tato?
- To nie jest rozmowa na teraz, ale tak. Mama jest w ciąży. – Odparł. Camilla nie chciała im jeszcze umówić, ale skoro i tak słyszeli ich rozmowę, to czemu teraz miałby kręcić? Może to nawet lepiej, dzieci będą wobec niej wyrozumialsze.
- Tatooo! – Chłopiec niemal zawył, na co ojciec posłał mu pytające spojrzenie. – Znowu? I jeszcze powiedz, że to będzie kolejna dziewczyna. – Odparł obrażonym tonem i spojrzał na niego z wyrzutem. – Może powinniście… No wiesz… Jakoś tak… No przestać?
- Mhm… - Tom przyjrzał mu się z uwagą i kiwną głową ze zrozumieniem. Może jego syn był głosem rozsądku, który on i jego żona najwidoczniej stracili? Wszedł do salonu i spojrzał, jak Camilla z czułością gładzi swój brzuch. Przypomniał sobie minę syna, radosny uśmiech Olivii i zdezorientowaną Marthę…
Mógł żałować wielu swoich decyzji, ale tego, że stworzył taką rodzinę nie pożałuje na pewno nigdy. 



No to Kochani, szczęśliwego Nowego Roku :)